Historii ciąg dalszy..
Pisałam, że rozmowa przeradzała się we flirt... Założenie było pewnie dla wielu niezrozumiałe w przypadku kobiety zamężnej, matki dwójki dzieci - TYLKO SEX. Cóż to Mańka - taka właśnie jest nie zważa na konwenanse, chce coś i to bierze. Założenie z góry spoko "jes;li poczuję, że cokolwiek do Ciebie czuje - konec spotkań". Problem w tym, że miłość jest sprytna, jak przychodzi moment, że zauwa żamy że kochamy jest już dużo za późno.
Ludzie miłość w manii - nie da się tego opisać. Chłoniesz dosłownie drugą osobę, czujesz wszystkimi zmysłami razy dziesięć. Wąchałam go, smakowałam, wpatrywałam się w niego na wylot prawie. Czułam każdą komórką swojego szalonego ciała.
I tak po 2,5 roku opuściłam fałszywy, wyimaginowany świat mojego małżeństwa. On odszedł od żony - tracąc wiele. Zaryzykowaliśmy. Udało się. Jesteśmy razem. Wychowujemy moje dzieci i naszego synka. Kochamy się wciąż tak samo mocno, i tak bardzo jak się kochamy tak bardzo się czasem kłócimy ale ja wiem, że TO JEST TO - warto.
On zna moją chorbę od podszewki. Każdy jej aspekt. Rozmawiamy, dyskutujemy ja płaczę, za chwilę szaleję. Nigdy nie wiemy jaka obudzę się kolejengo dnia i On widzi każdą zmianę. Nie żałuję - czy w manii czy depresji czy reemisji - nie żałuję.
Przyjaciół i rodzinę niestety czas bardzo zweryfikował - słuchająca otoczenia i posłuszna byłam idealna jako prawdziwa "ja" jestem chyba zbyt ekscentryczna. To przykre ale nauczyłam się już z tym żyć.Nauczyłam się nie prosić się o uwagę, o zainteresowanie o przyjaźń, miłość.
Przyjaciół poznajemy w biedzie i faktycznie tak jest. Tylko jedna przyjazna, kochana dusza martwiła się kiedy intensywnie myślałam o śmierci - jeździła mi koło domu w środku nocy bojąc się czy żyję. Za tą przyjaźń jestem wdzięczna losowi.
Dziś jest dobry dzień - póki co. Jak się rozwinie tego nie wiem - epizody mieszane to jest to co teraz trawi mój umysł. Dzień bez myśli samobójczych dniem straconym, chciałoby się skwitować popularnym "hahaha" ale jakoś mi nie do śmiechu. Mimo niechęci do tej strefy mojego życia, mimo tego jak bardzo jest mi z tym ciężko i źle chcę walczyć. Głupie uczucie jednocześnie chcieć zniknąć i walczyć o siebie. To jak przenikające się w moim umyśle woda i ogień. najgorsza jest świadomość, że nie ma szans na wyleczenia - muszę z tym żyć tak długo jak będzie mi dane chodzić po tym świecie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz