![]() |
| źródło: https://www.zedge.net/wallpaper/d5faa59a-f541-4601-beff-9f9658041639 |
Najgorsze, że tak bardzo ciężko jest utrzymać w sobie poczucie własnej wartości.
Dziś np odłączyłam się od jednej z grup dla kobiet na fb zdenerwowało mnie, że one tam tak bardzo kreują się na piękne, mądre, zaradne, bogate. Przykład? Proszę: "poniedziałkowe zadanie na ten tydzień napisz jaki jest Twój największy sukces"? I co ja niby miałabym napisać? Dzieci? Dom? Praca jak każda inna? Jakie ja mam scullsy? Jakie niesamowite umiejętności, osiągnięcia? Jakie cele życiowe udało mi się osiągnąć jakie plany zrealizować? Absolutnie nic, niente, nada... A ta strona wspaniałych kobiet tylko mi o tym przypomina. Już nawet pomijam, że nie czuję się w żaden sposób inna czy bardziej wyjątkowa niż inne kobiety ale patrząc na tą ich prawdziwą czy nie wybitność czuję coraz mniejsza...
A ja chcę żyć... to znaczy hmmm... tak chcę. Od kiedy zaczęły mi się myśli samobójcze nie ma dnia bez nich. Budzę się i kładę ze śmiercią w podświadomości.
Spotyka mnie wiele dobrego. Mąż wspiera, pomaga, podnosi na duchu. Dzieciaki nawet jak widzą, że mam gorszy dzień dbają o mnie - zrobią ciepłą herbatkę, przyniosą koc... Najgorsze jest to, że nawet kiedy dni są dobre to cholerstwo mnie nie opuszcza. Boję się sama siebie jak w ulubionej ostatnio mojej piosence "Shallow" "...I'm falling In all the good times I find myself Longing for change And in the bad times I fear myself...".
Niby przecież kocham życie, kocham męża, swoją rodzinę, przyjaciół(kę), kocham jeść, tańczyć, smiać się z głupich komedii... co z tego? Czuję się tak jakby moje własne wewnętrzne alterego próbowało zniszczyć we mnie wszytsko co kocham a potem mnie samą... Jak walczyć z samą sobą? Jak żyć, pracować?
Każdy dzień stanowi kolejną walkę z sobą samą. CZasami przegrywam bitwwę, czasem jedną za drugą wtedy depresja szaleje we mnie. Czasem bitwa jest wygrana czuję się silniejsza, lepsza wtedy mogę powiedieć, że jest dobrze, że odczówam, że cieszy mnie mój świat i wszytsko co wokół mnie. Tylko ileż można tak walczyc o każdy dzień? o każdą godzinę, minutę?
Teraz chcę tylko wytrwac do wizyty u lekarza psychiatry... jeszcze 2 tygodnie... tylko i aż...
Mówiąc o tym jak mąż mnie wspiera i kocha nie żartuję... Bardzo chciałabym widzeć siebie Jego oczyma. Dziś miał napisać o mnie kilka słów - do pewnego projektu, który ccemy zrealizować razem. Napisał tak, że łzy sama cisną się do oczu... A ja wciąż nie czuje się taka jak opisał, próbuję jedynie uwierzyć na słowo bo wiem, że patrzy na mnie stojąc z boku nie ma go w mojej głowie i ten cholerny ChAD nie steruje jego myslami.
A napisał tak:
"Siedzenie w miejscu ją dusi, a pociągają obce miejsca, bez mapy i zegarka. Dużo to zawsze oznacza „do pełna”, bez zahamowań w jedzeniu, ubraniu, długości i kolorze włosów, kontaktach z obcymi ludźmi. Dyskutuje na każdy temat z każdym, w dowolnej chwili i wszędzie, tłumacząc Czechowi z polskiego na angielski, mistrzowsko improwizując. Choć nie potrafi czegoś niepotrafić, odważnie próbuje wszystkiego, ale jak prawdziwa kobieta, nigdy tego nie kończy, zaczynając kolejne i nie mogąc się zdecydować na jedno. Gdy przyjdzie jej do głowy iść nocą w góry, w ciąży do to pójdzie nawet w zaspach śnieżnych i zrobi to szybciej niż inni. To ona kitrasi w kieszeni zaczarowany ołówek organizując nim każdą rzecz, osobę, imprezę, numer telefonu, czy budynek. Jedyne czego nie potrafi zorganizować to pieniądze (może dlatego, że jej do niczego nie są potrzebne). Gdy Ty na ten przykład zgubisz korek od gazu, wyciągnie go z torebki, choć nigdy auta na gaz nie miała. Mimo, że zawsze jej plany są zbyt późne, w złym miejscu i przy nieodpowiedniej pogodzie, to jej wyobraźnia improwizatorki odwraca los i pozwala śmiać się z wszystkiego. Talent aktorski, humor na zawołanie, bohaterska improwizacja w ryzykownych sytuacjach czyni z niej uosobienie Harley Quinn – inteligentną dr Harleen Quinzel, bardziej szaloną od samego Jokera, i wciąż tak kobiecą, że boi się tylko morsować i brzydzi ją tylko grochówka."
Ja wiem, że z nim nawet grochowkę zjem ale czemu mimo to nadal przegrywam walkę z sobą i znów wraca dołek...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz